sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 2


Kiedy tylko Stanley podesłał ciężarówkę pod dom staruszka, chwyciłam swój najlepszy strój. Spojrzałam jeszcze raz na bilety. Pracodawca oczekiwał, że szybko znajdę ten bilet, bo były na dzisiaj! To ten bilet, który ja przegrałam! To było miejsce w pierwszym rzędzie. Na godzinę siedemnastą. Była szesnasta. Denerwowałam się biegając po domu. Bern popchnął mnie nosem do łazienki spojrzałam na siebie. Wyglądałam okropnie! Byłam cała rozmazana. Poprawiłam makijaż ulepszając go. Nagle Bern zaczął szczekać, a ja podskoczyłam. Dobrze, że malowałam rzęsy, więc dużego uszczerbku nie było. Spojrzałam na psa, który wpatrywał się w zegar. Zostało mi trzydzieści minut. Chwyciłam bilet i wsiadłam do taksówki, którą zamówiłam w międzyczasie. Bern patrzył się na mnie z okna merdając ogonem.
                Oczywiście przed sceną stał tłum niepełnoletnich dziewczyn. Szanowałam je za poświęcenie temu zespołowi. Ja jednak miałam przepustkę do pierwszego rzędu. Zaczęłam się przepychać przez tłumy.
-Gdzie się pchasz?! – pisnął ktoś. Spojrzałam w dół. To była malutka dziewczynka. Poklepałam ją po głowie i przeciskałam się dalej. Po dziesięciu minutach byłam na swoim miejscu. Konferansjer zapowiedział chłopców. Zaczęli od piosenek nowszych, a potem nastąpiła sławna gra w wybieranie ulubionych tweetów. Szybko chwyciłam za telefon.
-Jestem głodna, mogę was zjeść? – napisałam śmiejąc się. Chłopcy czytali kolejne tweety śmiejąc się i zaczepiając siebie nawzajem.
-„Jestem głodna, czy mogę was zjeść?” – przeczytał Harry Styles i zaczął się śmiać. – [T.I.], rząd pierwszy. Gdzie jesteś? – po chwili dotarło do mnie, że to o mnie chodzi! Podniosłam rękę, ale zobaczyłam, że inna dziewczyna też podnosi rękę. Zdenerwowałam się. Wiedziałam doskonale, że to ja. Harry podszedł najpierw do niej. –Czy to ty? Jak miałaś na imię? – zapytał się.
-Donna? – powiedziała niepewnie dziewczyna.
-Yyyyy! – wrzasnął Harry. Podniosłam swoją rękę jeszcze wyżej, żeby na pewno mnie zobaczył. Podszedł do mnie. Moje szare komórki przestały pracować. – Jak miałaś na imię?
-[T.I.] – powiedziałam jąkając się.
-Mam pomysł na zabawę! – wrzasnął do mikrofonu Niall Horan. Podskoczyłam wystraszona. Harry wyprostował się i odwrócił w jego stronę.
-Zaskocz nas. – dodał Zayn Malik z uśmiechem.
-Weźmy tą dziewczynę. Zawiążmy jej oczy i ma nas poznać! – powiedział w wielkim skrócie Horan. Louis Tomlinson zaczął skakać jak małpka.
-Tak, tak, tak! – Niall śmiał się z niego. Harry wyciągnął do mnie rękę i pomógł mi wejść na scenę.
-Chłopcy, to jest [T.I.]. [T.I.] to jest Niall, Zayn, Liam i Louis. – chłopacy pomachali do mnie, a ja do nich. Nie wierzyłam w swoje szczęście i stałam jak odrętwiała.  Liam pobiegł za scenę i przyszedł z powrotem z czerwonym szalikiem. Zawiązali mi nim oczy i zakręcili dookoła. Ktoś chwycił mnie za ręce. Poczułam, że dotykam czyjejś skóry. Brnęłam w górę czując rękaw. Dotknęłam głowy. Potem włosów.
-Hmm… mięciusio. Harry? – powiedziałam uśmiechając się pod nosem.
-Brawo! – krzyknął Liam do mikrofonu. Byłam w stanie niewiarygodnej ekstazy.

Ariel ♥

Rozdział 1


Kolejny dzień i kolejna podróż po kawę. Tylko się obudziłam i poczułam silną ochotę na kawę. Wsadziłam nogi w buty i poszłam do Starbucksa. Był za rogiem, więc mało osób miało mnie zobaczyć w piżamie.
-Hej Maya! – powitałam kasjerkę, kiedy tylko weszłam do lokalu. Zauważyłam dzikie tłumy, które kłębiły się przy każdym stoliku. Jakby w tym miejscu miało wydarzyć się coś ciekawego. Zostało ostatnie wolne miejsce przy ladzie. Usiadłam na nim z triumfem.
-Udało ci się wygrać te bilety? – zapytała się Maya zostawiając klientów na pastwę losu. Uśmiechnęła się do mnie i poprawiła rdzawe włosy.
-Nie. Siedziałam całą noc, ale jakaś rozpieszczona małolata je zgarnęła. – powiedziałam zgorzkniale biorąc spory łuk kawy. Spojrzałam się za siebie. Ludzie szeptali i pokazywali na mnie palcami. Przeciągnęłam po sobie wzrokiem w lustrze naprzeciw lady. Zerknęłam w dół. No tak. Byłam w szortach i kozakach, kiedy jest zima.
-Panienko, nie zapomniałaś spodni? – podszedł do mnie starszy pan z uśmiechem na twarzy. Wyglądał miło. Jak każdy starszy pan.
-Nie. To moja piżama. – w odpowiedzi staruszek zaśmiał się i poklepał mnie po ramieniu.
-Ta dzisiejsza młodzież. – powiedział śmiejąc się i wychodząc z lokalu.
-Kto to był? – zapytałam się ciekawie Mai. Niecodziennie widzi się staruszka w lokalu opanowanym przez młodych.
-Ten staruszek? Przychodzi tu co tydzień. Szuka opieki, czy coś. – to było to. Szukam pracy od paru miesięcy. Wyleciałam z kawiarni i zaczęłam wypatrywać starszego pana. Zobaczyłam jak znika za rogiem. Pobiegłam za nim. Na zakręcie straciłam równowagę i runęłam na ziemię.
-Ojejku! Jesteś cała? – spytał się przejęty staruszek. Wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją, a on pomógł mi wstać. Poczułam lekki zapach jaśminu, którym nasiąknięta była jego marynarka.
-Słyszałam, że szuka pan opiekunki? – uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Przeciągnął po mnie wzrokiem.
-Jesteś najmilszą osobą, jaką poznałem. Oczywiście, że się zgadzam. Chodź… - zaczął. – Może najpierw się przebierz. Przyjdź pod Cat Hill 69 o piętnastej. – dodał i odszedł powoli. Popędziłam do swojego mieszkania i spojrzałam na zegarek. Cat Hill było oddalone od mojej ulicy o jakieś trzy przecznice, czyli 45 minut drogi lub 20 biegu. Zrzuciłam z siebie ubrania i ubrałam swój ulubiony zestaw. Niebieską koszulkę z napisem „Never stop dreaming” i jeansy. Pomalowałam się i spojrzałam na zegarek. Było za dwadzieścia. Rzuciłam wszystko i wybiegłam z domu. Kiedy dotarłam na Cat Hill zaczęłam się rozglądać za numerem 69. Był to mały domek jednorodzinny, jak wszystkie na tej ulicy. Przeszłam przez mały chodniczek i zapukałam do dębowych drzwi. Otworzył mi ten sam staruszek.
-Witaj. – powiedział spokojnie uchylając drzwi. – Szukam opiekuna dla swojego Berna. To bardzo dobry psiak, ale boleję, że ktoś będzie musiał się nim opiekować. Na ten czas możesz zamieszkać tutaj. Ja będę na wyjeździe rekreacyjnym. Pensja to dwa tysiące dolarów za miesiąc. Zgoda? – moje serce zadudniło. Dwa tysiące za opiekę nad psem?!
-Zgoda! – prawie pisnęłam i uścisnęłam rękę starszego pana.
-Jeżeli coś by się działo, to dzwoń. – dał mi karteczkę. Wyszedł z pokoju. Podążyłam za nim. Dopiero wtedy zauważyłam walizki, które stały w przedsionku. Chwycił je bez trudu i wyszedł. Patrzyłam przez okno jak znika za płotem sąsiadów.
-Bern! – krzyknęłam. Na moje wezwanie przybiegł dosyć dużych rozmiarów husky. Pogłaskałam go po pyszczku. Weszłam do kuchni, żeby zadzwonić do Stanleya. To on wynajmował mi mieszkanie. – Halo? Stanley? Chciałabym zerwać umowę. Możesz wysłać ciężarówkę po moje rzeczy. Tak. Na Cat Hill 69. Dzięki. – rozłączyłam się. Zrozumiał. Pociągnęłam dłonią po blacie. Moje palce napotkały wymiętą kopertę. Otworzyłam ją i spojrzałam na zapisaną kartkę: „To twoją pierwsza premia. Mam nadzieję, że ich lubisz. L.”. Pokręciłam głową i pogrzebałam w kopercie. Zerknęłam na karteczkę, która wypadła. – To chyba jakieś jaja! – Bern przybiegł z wesołą miną i położy się na grzbiecie. – Jadę na koncert One Direction! – pisnęłam i zaczęłam skakać, a pies razem ze mną.

Ariel ♥

czwartek, 24 stycznia 2013

Liam

-Nie chce mi się już uczyć..
-Skarbie wiesz przecież, że musimy zaliczyć ten rok na najlepszych ocenach - twoja przyjaciółka zawsze tak mówiła, a i tak zawsze miała najlepsze oceny na całym roku ... Miała stypendium.
Od zawsze się przyjaźniłyście i razem poszłyście tez na studia.
Też uczyłaś się całkiem dobrze, ale w akademiku teraz, przed sesja było okropnie nudno..
Wszyscy twoi znajomi zakuwali, ty miałaś już dość..
-Idę na spacer - wstałaś, wzięłaś płaszcz i wyszłaś. Przyjaciółka nawet nie podniosła głowy znad książek..mruknęła tylko ciche: Yhym...
Był mroźny dzień, wszędzie pełno śniegu. Ale lubiłaś tą porę roku. Zawsze dobrze ci się kojarzyła.
Mijałaś właśnie parę zakochanych, przytulających się i całujących... Zrobiło ci sie troche przykro, bo ty nie miałaś do kogo sie przytulić. Przyspieszyłaś kroku, mijając sklepy. Aż nagle przed sobą zobaczyłaś niewielki z bardzo kolorową witryną sklep, z  wielkim napisem:  mini ZOO
Zawsze lubiłaś zwierzęta, więc weszłaś, żeby pogłaskać te małe słodziaki.
Przy drzwiach stały klatki z małymi i większymi szczurkami. Dalej stały dwa pudelka z małymi kociątkami, które patrzyły na ciebie swoimi niebieskimi oczkami.
W głębi sklepu zauważyłaś terrarium. Podeszłaś do niego i zobaczyłaś twoje ulubione zwierzątka... malutkie żółwie!
Kochałaś te maleństwa. Nie wiedziałaś o nich wiele, po prostu kochałaś je za to jakie są.
Z racji że były ona postawione dość nisko musiałaś sie do nich schylić. Jednak kiedy sie podniosłaś na przeciwko zobaczyłaś chłopaka, który tak samo jak ty przyglądał się małym żółwiątkom.
-Hej - zaczął
-Cześć
- Myślałem, że dziewczyny nie lubia takich zwierzątek
- Ha ha, widocznie nie znasz dziewczyn..
-Ha ha ha, dziwne bo mieszkałem z trójką kobiet!
-[T.I.]
-Ładne imie..ja jestem Liam

marzyłam o własnym żółwiu,ale nie mogę ich mieć. - powiedziałaś smutno spoglądając na żółwie.
-Dlaczego? Nie wymagają wielkiej opieki. - uśmiechnął się Liam. - Może to trochę dziwne, ale nie chciałabyś się zająć moimi żółwiami? Potrzebuję kogoś do opieki. - powiedział nieśmiało i spojrzał się na ciebie.
-Naprawdę? Mogłabym przychodzić co wieczór, bo rano mam wykłady. - powiedziałaś skacząc z radości.
-To jest mój adres. - chłopak wyjął z kurtki długopis i wziął sklepową ulotkę i napisał tam swój adres. Chwyciłaś go i spojrzałaś na zegarek.
-Muszę wracać! Zaraz zamykają akademik! - powiedziałaś przestraszona. - Do zobaczenia! - krzyknęłaś i wybiegłaś ze sklepu.
-Do jutra! - krzyknął za tobą Liam.
Dotrzymałaś obietnicy i codziennie zajmowałaś się żółwiami chłopaka. Zółwie polubiły twoją obecność, a ty Liama. Byliście świetnymi przyjaciółmi. Z każdą wizytą wychodziłaś z jego domu jak opętana śmiechem i radością. Czułaś przymus i namacalną obietnicę codziennego odwiedzania go. Nagle zadzwonił twój telefon. Byłaś już w domu i szykowałaś się, żeby pójść do twojego przyjaciela.
-Słucham? - zapytałaś uśmiechając się do słuchawki.
-Przepraszam, ale nie przychodź dzisiaj. Jestem chory i nie chcę cię zarazić. - odezwał się zachrypnięty głos Liama.
-No... dobrze. - byłaś przygaszona. Rozłączyłaś się i usiadłaś na krześle w kuchni. Zaczęłaś się martwić o niego. Chciałaś tam być i zająć się nim. Być przy jego najcięższych chwilach. Po chwili wstałaś z nowym uśmiechem. Chwyciłaś kurtkę i miseczkę z rosołem.
-Idę! - wrzasnęłaś do przyjaciółki. Nic nie odpowiedziała. Biedna, pewnie znowu musi się uczyć. Biegłaś do jego domu czując energię, która wypełnia twoje serce. Chciałaś mu zrobić niespodziankę i wyciągnęłaś klucze, które dał ci niedawno. Otworzyłaś drzwi i cicho zdjęłaś buty. Słyszałaś głosy. Były czyste. Weszłaś do salonu i zobaczyłaś Liama, który stał do ciebie tyłem i dziewczynę, która spojrzała na ciebie przez ułamek sekundy. Stałaś tam cicho czekając na rozwój sytuacji. Nagle ona przywarła swoimi wargami do warg Liama. Wciągnęłaś powietrze i upuściłaś miskę. Łzy cisnęły ci się do oczu, ale próbowałaś je powstrzymać. Liam odwrócił się na dźwięk tłuczonego szkła.
-[T.I.]? ... To nie tak jak myślisz! - zdążył tylko krzyknąć zanim wybiegłaś z domu. Kiedy szłaś bocznymi uliczkami nie musiałaś już udawać. Łkałaś głośno. Nie wiedziałaś dlaczego. Byłaś jego przyjaciółką. To nie powinno cię zranić. Wytarłaś łzy rozmazując makijaż i zobaczyłaś przed sobą migającą witrynę "mini ZOO". Uśmiechnęłaś się pod nosem i weszłaś do środka. Doszłaś do terrarium z żółwiami i położyłaś na nim dłoń. To tutaj się poznaliście. Tu się to zaczęło.
-[T.I.]... - usłyszałaś znajomy głos.
-Idź stąd. - powiedziałaś cicho. Twój głos był zachrypnięty i co chwilę się załamywał.
-Nie. Najpierw musisz wiedzieć. Nie chciałem, żebyś dzisiaj przychodziła, bo dzisiaj mija rok od naszego pierwszego spotkania. - powiedział podchodząc do ciebie coraz bliżej. - Dzisiaj chciałem ci powiedzieć coś, co bałem przez ten cały rok. - dodał. Położył swoją rękę, na twojej, która spoczywała na terrarium. Odwróciłaś się do niego i spojrzałaś w jego oczy. Były poważne. - Nie potrafię się z tobą przyjaźnić. - spuściłaś wzrok, ale on chwycił twoją brodę i skierował twoją twarz w górę. - Ja cię kocham. - powiedział
uśmiechając się i całując delikatnie.




~ Ariel & leeyum

sobota, 12 stycznia 2013

Zayn


Powlekałam nogami do jego domu. Nie wiem dlaczego mama kazała mi z sobą tam iść. To żałosne. Nie mam nic do roboty, tylko słuchać jego przechwałek. Teraz to już będzie 16 lat. Od kiedy tylko skończyłam 2 latka mama przyprowadziła mnie do niego i kazała się z nim bawić. Nie było źle. Bardzo się polubiliśmy. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, aż do jego kariery. Wtedy wszystko się popsuło. Mama zadzwoniła do drzwi.
-Cześć Shirley, kochana! Wchodźcie! – uśmiechnęła się jego matka. Weszłam do środka z cierpiętniczą miną. – Zayn, synku, [T.I.] do ciebie przyszła! – wykrzyknęła jego matka. Zayn zszedł ze schodów.
-Cześć. – powiedział pochmurnie. Widać było wielkie worki pod jego oczami.
-Hej. – burknęłam. Chciałam już iść posłusznie za mamą, ale kiedy się za nią obejrzałam, już jej nie było. Westchnęłam i poszłam za Zayn’em na górę po schodach.
-Jak tam ci leci? – powiedział Malik z udawanym uśmiechem.
-No właśnie. Dopiero teraz się pytasz. – warknęłam.
-O co ci chodzi? Co ci się stało? Jesteś taka odpychająca. – Zayn wykrzywił twarz.
-A więc brzydzisz się mnie?! A ja głupia miałam nadzieję, że wszystko będzie jak dawniej. – wykrzyczałam ze łzami w oczach.
-[T.I.], ty wiesz, że ja tak nie myślę! – powiedział zdziwiony.
-Nic już więcej nie mów. – łzy spłynęły mi po policzkach. Kiedy Zayn próbował mnie złapać za nadgarstek, odsunęłam się i zbiegłam po schodach. Z głośnym trzaskiem  zamknęłam drzwi frontowe. Stanęłam na środku chodnika i upadłam na kolana szlochając. Jak mogłam być taka ślepa?! Przez miesiące wmawiałam sobie nienawiść do niego, bo tak bardzo bałam się prawdy. Bałam się zobaczyć jego twarz, bo wtedy zrozumiałabym. Jak bardzo kocham Zayna Malika.
                Kiedy już opanowałam łzy, poszłam do domu i zaległam na kanapie w swoim pokoju. Oglądałam jakiś głupi reality show. Koło mnie leżał stos upaćkanych na czarno chusteczek. Usłyszałam kroki na schodach i szybko zepchnęłam je za kanapę. Drzwi się otworzyły i zobaczyłam Zayn’a.
-Można? – zapytał nieśmiało.
-Nie. – warknęłam. – Jak będziesz wychodzić, zamknij drzwi. – dodałam.
-Nie wyjdę stąd dopóki mi nie wybaczysz. – powiedział stanowczo.
-Będziesz głodny, spragniony, śpiący. – powiedziałam lekceważąco.
-Nie dbam o to. – bąkną ł.
-Będziesz źle wyglądał. – dodałam ze złośliwym uśmieszkiem.
-Mam to gdzieś. – to naprawdę mną ruszyło. Zayn zawsze dbał o to, żeby dobrze wyglądać. Nawet jako dziecko.
-Nie wiem jak mogłem być tak głupi i nie zauważyć jak bardzo cię kocham. Jak tęskniłem za tobą każdego dnia. Jak spoglądałem przed okno nieświadomie szukając właśnie ciebie. – usiadł obok mnie na kanapie. – Poza tym nie brzydzę się ciebie. Jesteś piękna. – powiedział z uśmiechem na ustach patrząc mi się w oczy.
-Zayn? – szepnęłam.
-Ciii. – uciszył mnie. – Kocham cię. – szepnął i pocałował mnie delikatnie.

Made by Ariel ♥

Niall


Kolejny dzień w szurniętej pracy. Cóż, spotkał mnie pech. Zatrudniłam się w Nando’s , bo miałam nadzieję na nieustanne podjadanie ich za plecami szefa. On chyba nie ma pleców! Za każdym razem, kiedy dotknęłam tylko jedzenia z zamiarem zjedzenia go, on pojawiał się znikąd i beształ mnie. Nie zrezygnuję z tej pracy. Potrzebuję forsy na nową gitarę, a to jest najlepiej płatna praca w mieście. Z resztą tutaj ledwo mnie przyjęli.
-Spóźniłaś się! Ubieraj koszulkę, dzisiaj stoisz na kasie! – ryknął mój szef. Żegnajcie moje przysmaki! Zdążyłam się tylko obejrzeć na kuchnię, bo Morgan mnie popchała za kasę.
-Za kasę, brzydulko. – zaśmiała się złośliwie. Opanuj się. Nie zabijesz jej. Morgan dokuczała mi od początku mojej pracy tam. Nazywała mnie brzydulą albo grubaską. Ona sama wyglądała jak kościotrup.
-Idź lepiej, klienci czekają na ciebie. – mruknęłam pod nosem. Obsługiwałam kolejnych klientów z wprawą. Akurat teraz miałam przerwę, więc wymknęłam się do kuchni.
-[T.I.]! Wracaj za kasę! – usłyszałam wrzask szefa, kiedy pochłaniałam przysmak. Wystraszyłam się i wybiegłam z kuchni. Stanęłam za kasą. W lokalu był tylko jeden klient. Morgan właśnie się do niego wdzięczyła. Zgadując, to weźmie teraz od niej numer i umówią się po pracy. Morgan jednak wracała w stronę kuchni z miną zabójcy.
-Facet chce z tobą pogadać. – warknęła do mnie. Wzruszyłam ramionami. Stanęłam obok stolika.
-Chciał pan mnie o coś zapytać? Osobiście polecam danie dnia. Jest to numer trzy w menu. – uśmiechnęłam się sztucznie.
-W sumie, to chciałbym się dowiedzieć, co jadłaś, bo wygląda, że nieźle wcinałaś. – chłopak uniósł głowę, a ja zaniemówiłam. Niemożliwe. Nie tutaj. Nie teraz.
-Ja… To.. Nie… Skąd wiesz? – wyjąkałam.
-Spokojnie. Masz resztki na twarzy. – powiedział śmiejąc się. Wytarłam je szybko.
-Nie wolno mi jeść w pracy, ale polecam numer 4. Są świeże składniki i smakuje cholernie dobrze. – oblizałam usta.
-Okej. To poproszę danie numer 4. – uśmiechnął się. Poszłam do kuchni. Wyszłam zapleczem za lokal.
-O mój Boże! To Niall Horan! Aaa! – zaczęłam piszczeć i wrzeszczeć. Wróciłam i odebrałam danie, które mu zaniosłam.
-Kurczę, jak ciebie nie było, to trochę się wystraszyłem. Ktoś wywrzeszczał moje imię. Myślałem, że to fanki i chciałem uciekać. – Horan prawie płakał ze śmiechu.
-Naprawdę? Ja tam nic nie słyszałam. – byłam cała czerwona na twarzy. Odwróciłam się.
-Zostaniesz ze mną? – spytał nieśmiało chłopak, kiedy byłam przy drzwiach prowadzących do kuchni. Kiwnęłam głową i usiadłam naprzeciwko niego. Kiedy zjadł rozsiadł się wygodnie na krześle.
-Masz dobry gust. – zaśmiał się. – Gdybym tutaj płacił, poprosiłbym cię o rachunek i twój numer telefonu, ale muszę poprosić o to drugie. – puścił oczko. Zaśmiałam się nerwowo i nabazgrałam numery na serwetce.
-Proszę. – podałam mu.  Wstaliśmy od stolika i odprowadziłam go do drzwi. Przytrzymał je i przybliżył się do mnie.
-Zadzwonię. Na pewno. – wyszeptał mi do ucha.

Made by Ariel ♥

Harry cz.2


Była 3 rano, kiedy mój telefon obudził mnie. Spojrzałam na ekran. Nie znałam tego numeru.
-Halo? – odebrałam i powiedziałam sennym głosem.
-Jesteś mi potrzebna! – usłyszałam zrozpaczony krzyk. Zajęło mi parę sekund zanim rozpoznałam ten głos. To Harry!
-Założę się, że nawet nie wiesz jak ma na imię. – usłyszałam drwiący śmiech w tle.
-Harry? – zapytałam słabo.
-Tak, tak, skarbie. To ja. Możesz przyjechać? – nie czekał na odpowiedź, tylko rozłączył się. Kiedy tylko położyłam głowę na poduszce, dostałam sms-a. Wstałam i niechętnie się ubrałam. Wyszłam z pokoju.
-Gdzie idziesz? – usłyszałam gniewny głos mamy.
-Przyjaciel mnie potrzebuje. – powiedziałam bez wahania.
-Powiedz prawdę. – nalegała.
-Spotkałam swojego idola i on teraz prosi mnie o pomoc. – wyjaśniła pokrótce.
-Idź. Weź mój samochód. – powiedziała uśmiechnięta wyciągając rękę z kluczykami w moją stronę. – Goń za marzeniami. – ucałowała mnie w czoło. – Uważaj na siebie. – dodała ze łzami w oczach. Pomachałam jej i wyprowadziłam samochód z garażu. Podjechałam pod budynek, który mieścił się pod adresem z sms-a. Był to skromny domek jednorodzinny, jak każdy inny. Zanim weszłam na schodki i zdążyłam zadzwonić do drzwi, one się otworzyły. Zobaczyłam Hazzę.
-Szybko, wchodź do środka! – ponaglił mnie.
-Co chciałeś ode mnie? – powiedziałam lekko zirytowana. Wyciągnął mnie z łóżka bez powodu.
-I co, Sylvia? Nadaje się? – przede mnie wyskoczyła kobieta trzymająca puder w ręce. Zmierzyła mnie wzrokiem i usiadła na kremowej, skórzanej kanapie.
-Jest idealna. Siadaj kochanie. Jak masz na imię? – uśmiechnęła się. Usiadłam naprzeciwko niej.
-[T.I.]. – powiedziałam do Sylvi, która zaczęła się zajmować moim makijażem. – Harry, co tu się do cholery dzieje?! – powiedziałam lekko piskliwym głosem.
-To tylko na chwilkę. Nie poprosiłbym cię, ale naciskają na mnie. – zaczął tłumaczyć się.
-Kto? – zaczęłam się bać.
-Szefowie. Muszę sobie znaleźć dziewczynę na dwa-trzy tygodnie. Proszę. – powiedział błagalnym tonem i zrobił minę zbitego psiaka.
-Harry?!  - zapiszczałam jeszcze bardziej. Harry zszedł z fotela i podczołgał się do mnie na kolanach.
-Proszę. – powtórzył. – Nie daj się prosić. – dodał. Wziął moją rękę i ucałował ją.
-Nie wiem dlaczego to robię, ale niech będzie! – zgodziłam się.
-Uległaś mojemu urokowi osobistemu. – zaśmiał się Styles.
                Wbrew oczekiwaniom udawanie dziewczyny Harry’ego nie było takie trudne, ale stało się bardziej przyjemne. Codziennie znajdowałam pod swoim domem bukiet świeżych róż. Zabierał mnie do kina i spotykałam się z jego przyjaciółmi, z którymi świetnie się dogadywałam.
-Słuchaj, musimy pogadać. – powiedział, kiedy byłam u niego w domu.
-Nie ma sprawy. – uśmiechnęłam się ciepło do niego.
-Musimy się rozstać. Paparazzi załatwiłem na ósmą, wyjdziesz i zasłonisz twarz rękawem. To będzie wystarczające. – powiedział bez ogródek. Coś we mnie pękło. Siedział obok mnie taki zimny i daleki. W tym momencie chciałam po prostu złapać go za rękę. Wykrzyczeć mu prosto do ucha, że się nie zgadzam. Jednak jedyne, na co było mnie stać, to tylko łzy. Popłynęły kaskadami po mojej twarzy. – Hej, co się stało? – zapytał zdziwiony. Złapał mnie za nadgarstek, ale wyrwałam mu się i wybiegłam z domu. W amoku dojechałam cudem do domu i zamknęłam się w swoim pokoju. Usłyszałam tylko ciche pukanie.
-Odejdź! – krzyknęłam w przestrzeń.
-Mam coś na pocieszenie. Weź to, a ja już idę. Wiem, że chcesz być sama. – powiedziała mama łagodnym tonem. – Tego się bałam. – dodała ciszej. Potem usłyszałam kroki. Zeszła ze schodów. Otworzyłam drzwi i pochwyciłam łapczywym ruchem lody, które mi zostawiła. Usiadłam na łóżku i mój wzrok padł na szafkę nocną. Na niej stał wazon z różami. Różami od  niego. Moje łzy zaczęły płynąć od nowa. Dotknęłam mimowolnie płatków kwiatów.
-Dlaczego Harry? – wyłkałam cichutko. Krzyknęłam i zamaszystym ruchem zrzuciłam róże ze stolika.
                Czułam, jak ktoś gładzi mnie po włosach. Jak mama dostała się do mojego pokoju? Przecież był zamknięty na sześć spustów.
-Idź sobie, mamo. – powiedziałam ze śladem łez w głosie.
-Ja nigdy nie odejdę. Obiecuję. – usłyszałam głos Harry’ego. Otworzyłam oczy i skuliłam się pod ścianę.
-Co ty tutaj robisz?! Jak wszedłeś?! – wrzasnęłam.
-Wywarzyłem drzwi. – powiedział śmiertelnie poważny. – [T.I.], przepraszam cię za tamto. Moja sława przesłoniła mi to, co miałem najcenniejszego… miłość. Zachowałem się jak totalny dupek. – powiedział Harry patrząc mi w oczy.
-Mów dalej. – uśmiechnęłam się przebiegle i otarłam zaschnięte łzy.
-Kocham cię. Po prostu cię kocham. – powiedział nachylając się ku mnie coraz bliżej, aż pocałował mnie delikatnie. Wiedział, że to znaczyło, że mu wybaczam.

Made by Ariel ♥

Harry cz.1


Było dosyć ciemno, nawet jak na Londyn. Trochę się bałam iść na losowanie złotych biletów, ale nie pozwoliłabym sobie zostać w domu i nic nie robić. Zapięłam szczelniej kurtkę i podniosłam wyżej szalik. Czułam przeszywające zimno. Weszłam do budynku, którego adres leżał zapisany na kartce w mojej kieszeni. Drzwi były szklane i widziałam pełno dziewczyn. Od pierwszego spojrzenia widać było, że są rozpieszczonymi dziewczynkami z bogatej dzielnicy.
-Odsuń się, chcę mieć miejsce jak będę szła po swój złoty bilet! – powiedziała jedna z nich zarzucając blond włosami. Nie odzywałam się. Nie potrzebni mi nowi wrogowie. Scena, na której stała kula z losami była do połowy zasłonięta kurtyną.
-Proszę, pani los. –powiedział ochroniarz i podał mi zwitek.
-Dziękuję. – zabrałam karteczkę i uśmiechnęłam się. Spojrzałam na kartkę. „Los nr 69”. Zaśmiałam się pod nosem.
-Dziękuję wam za przyjście. Losowanie będzie szybkie. Zwyciężczynię poproszę do swojego gabinetu, gdzie ustalimy zasady złotego biletu i przepustki za kulisy. – zawsze marzyłam o takim bilecie, ale nie miałam wystarczająco dużo pieniędzy na jego zakup. – Uwaga… Wylosowany numer to… - konferansjer zawiesił na chwilę głos.
-69! –usłyszałam cichutki szept.
-69! – krzyknął konferansjer. Rozległ się wielki szum. Wiele nastolatek krzyczało, że to one, ale kiedy przyszło do sprawdzania kuponów, to okazały się fałszywe. Podeszłam niepewnie do podestu.
-To ja. – powiedziałam cicho. Nikt mnie nie usłyszał. – Ja mam 69! – krzyknęłam ze wszystkich sił. W całej Sali zrobiło się cicho.
-To proszę ze mną. – uśmiechnął się konferansjer. Poszłam za nim. Ochroniarz szedł za mną i pilnował, żebym nie zrobiła czegoś głupiego. Mężczyzna stanął przed jakimiś drzwiami i je otworzył. – Zapraszam.
-To nie miałam rozmawiać z panem? – byłam zdezorientowana. Otworzyłam torebkę i przesądnie dotknęłam ręką gazu pieprzowego. Tak na wszelki wypadek. Weszłam do środka. Były tam tylko dwa skórzane fotele i stolik pomiędzy nimi. Drzwi zamknęły się za mną.
-Siadaj. – usłyszałam znajomy głos. Zrobiłam o co mnie prosił. – To ty miałaś numer 69? – powiedział ze śmiechem. Wtedy krzesło obróciło się i przed chwilę zobaczyłam ochroniarza, który stał na końcu pokoju. – Cześć. – powiedział Harry Styles. Moje serce stanęło na chwilę. Nie wierzę. Widzę swojego idola. Myślałam, że w tej chwili poczuję coś w rodzaju niezmierzonej ekscytacji i nie będę mogła zapanować nad sobą, ale tak się nie działo.
-Cześć. – odpowiedziałam dziwnie swoim głosem. – To jak z tym biletem? – powiedziałam uśmiechając się.
-Nie poznajesz mnie? Jestem Harry Styles. – powiedział Hazza i wydął przy tym wargi. Roześmiałam się serdecznie.
-Ale ja wiem, kim ty jesteś. – powiedziałam.
-Nie zamierzasz się na mnie rzucić i kazać mi ciebie wziąć za żonę? – powiedział śmiejąc się na cały głos.
-Nie? – byłam lekko zdziwiona słowami Harry’ego.
-Widzę, że jesteś fajna. Normalna. – dodał Harry i wręczył mi kopertę. Zajrzałam do niej był tam złoty bilet wraz z przepustką za kulisy. – Czekaj! – zabrał mi kopertę i schował za swoimi plecami. Pogmerał w niej i oddał mi z powrotem. – Otwórz ją jak będziesz wracała. – uśmiechnął się do mnie promiennie. Wstałam z bardziej zdziwioną miną, niż gdy weszłam do tego pokoju. Miałam wielki mętlik w głowie, a jakby inaczej. Wyszłam bocznym wyjściem. Cieszyłam się z tej decyzji. Dziewczyny, które brały udział w losowaniu stały przy głównym wejściu czekając na mnie i złoty bilet. W drodze do domu otworzyłam kopertę i przejrzałam ją dokładnie. Był bilet, wejściówka za kulisy i wymięta karteczka. „Zadzwoń” przeczytałam tekst i numer na głos. Uśmiechnęłam się pod nosem i pokręciłam głową.

Podobało się? :)
Made by Ariel ♥ 

piątek, 11 stycznia 2013

Lou



Był dosyć wietrzny dzień, ale jakby inaczej. Siedziałam w zakurzonym samochodzie po kolejnej kłótni z Jasonem. Byłam na niego wściekła. Oparłam się o podgrzewane siedzenia i oczekiwałam niespodzianki, która miała sprawić, że mu wybaczę. Jechaliśmy dość długo, zdążyłam nawet zasnąć. Obudziłam się, jak Jason wziął mnie na ręce. Było mi miło i nie zamierzałam otwierać oczu. Usłyszałam parę piszczących głosów, ale zignorowałam je. Usłyszałam chrzęst klamki i poczułam, jak kładzie mnie na czymś miękkim. Łóżko. Nareszcie. Przewróciłam się na bok i zamierzałam zasnąć. Jason miał jednak inne plany. Poczułam jego rękę pod moją bluzką. Natychmiast otworzyłam oczy.
-Co ty robisz?! - wrzasnęłam przerażona. Jason miał wymalowany dziki uśmiech na twarzy.
-Jak to co? Zabawmy się. - powiedział z łapczywym akcentem w głosie. Odepchnęłam go i wybiegłam z pokoju. Nie miałam pojęcia gdzie jestem i gdzie mam iść. Podbiegłam pod jeden z pokoi i schowałam się w kącie. Miałam dość. Zawsze tak jest. Najpierw jest miło i próbuje przepraszać, a potem dzieje się. Ludzie się pytają o siniaki, ale zbywam ich. Usłyszałam pisk i podskoczyłam. Ktoś biegł korytarzem. Pewnie studenci urządzają imprezę. Zza rogu wyleciał jeden z nich i skręcił w moją stronę. Nie widział mnie i wtulił się w kąt.
-Auć. Nie rozpychaj się tak. - wyrwało mi się.
-Cii. Proszę, przesuń się. Gonią mnie. - powiedział znajomy mi głos.
-Kto? - powiedziałam zdziwiona bacznie obserwując nieznajomego, ale nie mogłam zobaczyć jego rysów twarzy przez tę ciemność.
-Fanki. - powiedział szeptem. Jakby na sam dźwięk jego ściszonego głosu fanki odwróciły się i pognały w naszą stronę.
-Louii..? Gdzie jesteś? - wrzeszczały. Nagle on wypchnął mnie z kąta. Wszystkie zwróciły swoje oczy na mnie.
-O mój Boże! Louis! Louis! - pokazałam na pokój Jasona. Byłam zadowolona z tej improwizacji. Wszystkie fanki z krzykiem euforii wlały się dziką falą do pokoju mojego chłopaka. Wróciłam do ciemnego kąta.
-Miło mi,że tutaj z tobą wylądowałem. - powiedział chłopak.
-Wyrzuciłeś mnie! - wygarnęłam mu.
-Nie będziesz się na mnie gniewać. - powiedział śmiało.
-Co ty sobie myślisz? Oczywiście, że będę! - odpowiedziałam.
-Jestem Louis Tomlinson. - powiedział i wstał. Wtedy go poznałam. Te oczy, te włosy, ta postawa. To musiał być on.
-Co z tego? - powiedziałam hardo krusząc się w środku. Odwróciłam się na pięcie i odeszłam. Przed wejściem do pokoju Jasona okupowanego przez fanki obróciłam się ostatni raz. Zobaczyłam jak stoi i kręci głową z uśmiechem na twarzy.
Fanki na szczęście poznały, że Jason to nie Louis. Wyszły z pokoju po dziesięciu minutach.
-Jakiś koleś nasłał na mnie te laski! - powiedział zadowolony Jason.
-Widzę, że nie tęskniłeś. - powiedziałam zgryźliwie.
-Nie za bardzo. - przyznał mój chłopak pewny siebie.
Popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem i odwróciłam się na pięcie. Ruszyłam przed siebie i zdałam sobie sprawę, że tak na prawdę nie mam co ze sobą zrobić... Nie miałam zamiaru tam, do niego wracać..
Wynajęłam sobie osobny pokój. Żałuję, że w ogóle się tu znalazłam. Jason był jedną wielką pomyłką.
Na następny dzień miałam wyjechać. Było już późno, ale nie chciało mi się spać, byłam nabuzowana po tym co się dzisiaj stało. Jason zawsze taki był.. tylko jakoś mi to nie przeszkadzało. Dopiero teraz zauważyłam, że w ogóle nie liczy się z moim zdaniem.
Wyszłam z pokoju i szłam cichym, pustym korytarzem ku wyjściu.
Wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy i dałam się ponieść ciszy tej nocy. Usłyszałam za sobą kroki więc szybko otworzyłam oczy i odwróciłam się i przed sobą zobaczyłam... Jasona.
- Co ty robisz tu tak późno?! Co!!? Gdzie się włóczysz ? I nic mi nie powiedziałaś!!
-Nie muszę nic...
- Co stoisz tu jako dziwka i czekasz na okazję ?! - był strasznie zdenerwowany. Teraz to mnie przerażał.
- Co?! Jak śmiesz ta.. - wtedy chłopak się zamachnął i wiedziałam, że chce mnie uderzyć. Tylko się skuliłam i zacisnęłam powieki. Ale nic nie poczułam.
- Jeszcze raz gnoju, a tego pożałujesz! Przeproś Panią !! - pewien chłopak złapał Jasona za nadgarstek i, wnioskując po minie Jasona, dość mocno ścisnął. A mój wybawiciel wykręcił mu ją jeszcze do tyłu, skłaniając Jasona do klęknięcia przede mną.
-Prze..uh.. przepraszam - syknął przez zęby - na co mój wybawiciel ( nadal nie wiedziałam kto to.. było zbyt ciemno) puścił go i pchnął przed siebie.
- I radzę ci się stąd wynieść! - po tych słowach chłopak podszedł do mnie. I juz wiedziałam dobrze kto to. To ten sam, któremu ja musiałam pomóc z fankami. Louis Tomlinson.
- Uf.. dzięki .. i .. przepraszam ..- z moich oczu popłynęły łzy
-Oh.. przestań nie płacz - podszedł jeszcze bliżej i objął mnie. Przytulił do swojego ciepłego, wspaniałego ciała, głaszcząc po włosach. Mogłabym tak trwać wiecznie.



Ariel ♥ & `leeyum


Dzień dobry!

Witam was. Tutaj jest blog z imaginami. Są dwie autorki. Ja będę się podpisywała "Ariel ♥" natomiast moja partnerka: `leeyum
Pozdro!
Ariel ♥ i leeyum.