sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 1


Kolejny dzień i kolejna podróż po kawę. Tylko się obudziłam i poczułam silną ochotę na kawę. Wsadziłam nogi w buty i poszłam do Starbucksa. Był za rogiem, więc mało osób miało mnie zobaczyć w piżamie.
-Hej Maya! – powitałam kasjerkę, kiedy tylko weszłam do lokalu. Zauważyłam dzikie tłumy, które kłębiły się przy każdym stoliku. Jakby w tym miejscu miało wydarzyć się coś ciekawego. Zostało ostatnie wolne miejsce przy ladzie. Usiadłam na nim z triumfem.
-Udało ci się wygrać te bilety? – zapytała się Maya zostawiając klientów na pastwę losu. Uśmiechnęła się do mnie i poprawiła rdzawe włosy.
-Nie. Siedziałam całą noc, ale jakaś rozpieszczona małolata je zgarnęła. – powiedziałam zgorzkniale biorąc spory łuk kawy. Spojrzałam się za siebie. Ludzie szeptali i pokazywali na mnie palcami. Przeciągnęłam po sobie wzrokiem w lustrze naprzeciw lady. Zerknęłam w dół. No tak. Byłam w szortach i kozakach, kiedy jest zima.
-Panienko, nie zapomniałaś spodni? – podszedł do mnie starszy pan z uśmiechem na twarzy. Wyglądał miło. Jak każdy starszy pan.
-Nie. To moja piżama. – w odpowiedzi staruszek zaśmiał się i poklepał mnie po ramieniu.
-Ta dzisiejsza młodzież. – powiedział śmiejąc się i wychodząc z lokalu.
-Kto to był? – zapytałam się ciekawie Mai. Niecodziennie widzi się staruszka w lokalu opanowanym przez młodych.
-Ten staruszek? Przychodzi tu co tydzień. Szuka opieki, czy coś. – to było to. Szukam pracy od paru miesięcy. Wyleciałam z kawiarni i zaczęłam wypatrywać starszego pana. Zobaczyłam jak znika za rogiem. Pobiegłam za nim. Na zakręcie straciłam równowagę i runęłam na ziemię.
-Ojejku! Jesteś cała? – spytał się przejęty staruszek. Wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją, a on pomógł mi wstać. Poczułam lekki zapach jaśminu, którym nasiąknięta była jego marynarka.
-Słyszałam, że szuka pan opiekunki? – uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Przeciągnął po mnie wzrokiem.
-Jesteś najmilszą osobą, jaką poznałem. Oczywiście, że się zgadzam. Chodź… - zaczął. – Może najpierw się przebierz. Przyjdź pod Cat Hill 69 o piętnastej. – dodał i odszedł powoli. Popędziłam do swojego mieszkania i spojrzałam na zegarek. Cat Hill było oddalone od mojej ulicy o jakieś trzy przecznice, czyli 45 minut drogi lub 20 biegu. Zrzuciłam z siebie ubrania i ubrałam swój ulubiony zestaw. Niebieską koszulkę z napisem „Never stop dreaming” i jeansy. Pomalowałam się i spojrzałam na zegarek. Było za dwadzieścia. Rzuciłam wszystko i wybiegłam z domu. Kiedy dotarłam na Cat Hill zaczęłam się rozglądać za numerem 69. Był to mały domek jednorodzinny, jak wszystkie na tej ulicy. Przeszłam przez mały chodniczek i zapukałam do dębowych drzwi. Otworzył mi ten sam staruszek.
-Witaj. – powiedział spokojnie uchylając drzwi. – Szukam opiekuna dla swojego Berna. To bardzo dobry psiak, ale boleję, że ktoś będzie musiał się nim opiekować. Na ten czas możesz zamieszkać tutaj. Ja będę na wyjeździe rekreacyjnym. Pensja to dwa tysiące dolarów za miesiąc. Zgoda? – moje serce zadudniło. Dwa tysiące za opiekę nad psem?!
-Zgoda! – prawie pisnęłam i uścisnęłam rękę starszego pana.
-Jeżeli coś by się działo, to dzwoń. – dał mi karteczkę. Wyszedł z pokoju. Podążyłam za nim. Dopiero wtedy zauważyłam walizki, które stały w przedsionku. Chwycił je bez trudu i wyszedł. Patrzyłam przez okno jak znika za płotem sąsiadów.
-Bern! – krzyknęłam. Na moje wezwanie przybiegł dosyć dużych rozmiarów husky. Pogłaskałam go po pyszczku. Weszłam do kuchni, żeby zadzwonić do Stanleya. To on wynajmował mi mieszkanie. – Halo? Stanley? Chciałabym zerwać umowę. Możesz wysłać ciężarówkę po moje rzeczy. Tak. Na Cat Hill 69. Dzięki. – rozłączyłam się. Zrozumiał. Pociągnęłam dłonią po blacie. Moje palce napotkały wymiętą kopertę. Otworzyłam ją i spojrzałam na zapisaną kartkę: „To twoją pierwsza premia. Mam nadzieję, że ich lubisz. L.”. Pokręciłam głową i pogrzebałam w kopercie. Zerknęłam na karteczkę, która wypadła. – To chyba jakieś jaja! – Bern przybiegł z wesołą miną i położy się na grzbiecie. – Jadę na koncert One Direction! – pisnęłam i zaczęłam skakać, a pies razem ze mną.

Ariel ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz