Kolejny dzień i kolejna podróż po kawę. Tylko się obudziłam
i poczułam silną ochotę na kawę. Wsadziłam nogi w buty i poszłam do Starbucksa.
Był za rogiem, więc mało osób miało mnie zobaczyć w piżamie.
-Hej Maya! – powitałam kasjerkę, kiedy tylko weszłam do
lokalu. Zauważyłam dzikie tłumy, które kłębiły się przy każdym stoliku. Jakby w
tym miejscu miało wydarzyć się coś ciekawego. Zostało ostatnie wolne miejsce
przy ladzie. Usiadłam na nim z triumfem.
-Udało ci się wygrać te bilety? – zapytała się Maya
zostawiając klientów na pastwę losu. Uśmiechnęła się do mnie i poprawiła rdzawe
włosy.
-Nie. Siedziałam całą noc, ale jakaś rozpieszczona małolata
je zgarnęła. – powiedziałam zgorzkniale biorąc spory łuk kawy. Spojrzałam się
za siebie. Ludzie szeptali i pokazywali na mnie palcami. Przeciągnęłam po sobie
wzrokiem w lustrze naprzeciw lady. Zerknęłam w dół. No tak. Byłam w szortach i
kozakach, kiedy jest zima.
-Panienko, nie zapomniałaś spodni? – podszedł do mnie
starszy pan z uśmiechem na twarzy. Wyglądał miło. Jak każdy starszy pan.
-Nie. To moja piżama. – w odpowiedzi staruszek zaśmiał się i
poklepał mnie po ramieniu.
-Ta dzisiejsza młodzież. – powiedział śmiejąc się i
wychodząc z lokalu.
-Kto to był? – zapytałam się ciekawie Mai. Niecodziennie
widzi się staruszka w lokalu opanowanym przez młodych.
-Ten staruszek? Przychodzi tu co tydzień. Szuka opieki, czy
coś. – to było to. Szukam pracy od paru miesięcy. Wyleciałam z kawiarni i
zaczęłam wypatrywać starszego pana. Zobaczyłam jak znika za rogiem. Pobiegłam
za nim. Na zakręcie straciłam równowagę i runęłam na ziemię.
-Ojejku! Jesteś cała? – spytał się przejęty staruszek.
Wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją, a on pomógł mi wstać. Poczułam lekki
zapach jaśminu, którym nasiąknięta była jego marynarka.
-Słyszałam, że szuka pan opiekunki? – uśmiechnęłam się od
ucha do ucha. Przeciągnął po mnie wzrokiem.
-Jesteś najmilszą osobą, jaką poznałem. Oczywiście, że się
zgadzam. Chodź… - zaczął. – Może najpierw się przebierz. Przyjdź pod Cat Hill
69 o piętnastej. – dodał i odszedł powoli. Popędziłam do swojego mieszkania i
spojrzałam na zegarek. Cat Hill było oddalone od mojej ulicy o jakieś trzy
przecznice, czyli 45 minut drogi lub 20 biegu. Zrzuciłam z siebie ubrania i
ubrałam swój ulubiony zestaw. Niebieską koszulkę z napisem „Never stop dreaming”
i jeansy. Pomalowałam się i spojrzałam na zegarek. Było za dwadzieścia. Rzuciłam
wszystko i wybiegłam z domu. Kiedy dotarłam na Cat Hill zaczęłam się rozglądać
za numerem 69. Był to mały domek jednorodzinny, jak wszystkie na tej ulicy.
Przeszłam przez mały chodniczek i zapukałam do dębowych drzwi. Otworzył mi ten
sam staruszek.
-Witaj. – powiedział spokojnie uchylając drzwi. – Szukam opiekuna
dla swojego Berna. To bardzo dobry psiak, ale boleję, że ktoś będzie musiał się
nim opiekować. Na ten czas możesz zamieszkać tutaj. Ja będę na wyjeździe
rekreacyjnym. Pensja to dwa tysiące dolarów za miesiąc. Zgoda? – moje serce
zadudniło. Dwa tysiące za opiekę nad psem?!
-Zgoda! – prawie pisnęłam i uścisnęłam rękę starszego pana.
-Jeżeli coś by się działo, to dzwoń. – dał mi karteczkę.
Wyszedł z pokoju. Podążyłam za nim. Dopiero wtedy zauważyłam walizki, które
stały w przedsionku. Chwycił je bez trudu i wyszedł. Patrzyłam przez okno jak
znika za płotem sąsiadów.
-Bern! – krzyknęłam. Na moje wezwanie przybiegł dosyć dużych
rozmiarów husky. Pogłaskałam go po pyszczku. Weszłam do kuchni, żeby zadzwonić
do Stanleya. To on wynajmował mi mieszkanie. – Halo? Stanley? Chciałabym zerwać
umowę. Możesz wysłać ciężarówkę po moje rzeczy. Tak. Na Cat Hill 69. Dzięki. –
rozłączyłam się. Zrozumiał. Pociągnęłam dłonią po blacie. Moje palce napotkały
wymiętą kopertę. Otworzyłam ją i spojrzałam na zapisaną kartkę: „To twoją
pierwsza premia. Mam nadzieję, że ich lubisz. L.”. Pokręciłam głową i
pogrzebałam w kopercie. Zerknęłam na karteczkę, która wypadła. – To chyba
jakieś jaja! – Bern przybiegł z wesołą miną i położy się na grzbiecie. – Jadę na
koncert One Direction! – pisnęłam i zaczęłam skakać, a pies razem ze mną.
Ariel ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz