Kolejny dzień w szurniętej pracy. Cóż, spotkał mnie pech.
Zatrudniłam się w Nando’s , bo miałam nadzieję na nieustanne podjadanie ich za
plecami szefa. On chyba nie ma pleców! Za każdym razem, kiedy dotknęłam tylko jedzenia
z zamiarem zjedzenia go, on pojawiał się znikąd i beształ mnie. Nie zrezygnuję
z tej pracy. Potrzebuję forsy na nową gitarę, a to jest najlepiej płatna praca
w mieście. Z resztą tutaj ledwo mnie przyjęli.
-Spóźniłaś się! Ubieraj koszulkę, dzisiaj stoisz na kasie! –
ryknął mój szef. Żegnajcie moje przysmaki! Zdążyłam się tylko obejrzeć na
kuchnię, bo Morgan mnie popchała za kasę.
-Za kasę, brzydulko. – zaśmiała się złośliwie. Opanuj się.
Nie zabijesz jej. Morgan dokuczała mi od początku mojej pracy tam. Nazywała
mnie brzydulą albo grubaską. Ona sama wyglądała jak kościotrup.
-Idź lepiej, klienci czekają na ciebie. – mruknęłam pod
nosem. Obsługiwałam kolejnych klientów z wprawą. Akurat teraz miałam przerwę,
więc wymknęłam się do kuchni.
-[T.I.]! Wracaj za kasę! – usłyszałam wrzask szefa, kiedy
pochłaniałam przysmak. Wystraszyłam się i wybiegłam z kuchni. Stanęłam za kasą.
W lokalu był tylko jeden klient. Morgan właśnie się do niego wdzięczyła.
Zgadując, to weźmie teraz od niej numer i umówią się po pracy. Morgan jednak
wracała w stronę kuchni z miną zabójcy.
-Facet chce z tobą pogadać. – warknęła do mnie. Wzruszyłam
ramionami. Stanęłam obok stolika.
-Chciał pan mnie o coś zapytać? Osobiście polecam danie
dnia. Jest to numer trzy w menu. – uśmiechnęłam się sztucznie.
-W sumie, to chciałbym się dowiedzieć, co jadłaś, bo wygląda,
że nieźle wcinałaś. – chłopak uniósł głowę, a ja zaniemówiłam. Niemożliwe. Nie
tutaj. Nie teraz.
-Ja… To.. Nie… Skąd wiesz? – wyjąkałam.
-Spokojnie. Masz resztki na twarzy. – powiedział śmiejąc
się. Wytarłam je szybko.
-Nie wolno mi jeść w pracy, ale polecam numer 4. Są świeże
składniki i smakuje cholernie dobrze. – oblizałam usta.
-Okej. To poproszę danie numer 4. – uśmiechnął się. Poszłam
do kuchni. Wyszłam zapleczem za lokal.
-O mój Boże! To Niall Horan! Aaa! – zaczęłam piszczeć i
wrzeszczeć. Wróciłam i odebrałam danie, które mu zaniosłam.
-Kurczę, jak ciebie nie było, to trochę się wystraszyłem.
Ktoś wywrzeszczał moje imię. Myślałem, że to fanki i chciałem uciekać. – Horan prawie
płakał ze śmiechu.
-Naprawdę? Ja tam nic nie słyszałam. – byłam cała czerwona
na twarzy. Odwróciłam się.
-Zostaniesz ze mną? – spytał nieśmiało chłopak, kiedy byłam
przy drzwiach prowadzących do kuchni. Kiwnęłam głową i usiadłam naprzeciwko
niego. Kiedy zjadł rozsiadł się wygodnie na krześle.
-Masz dobry gust. – zaśmiał się. – Gdybym tutaj płacił,
poprosiłbym cię o rachunek i twój numer telefonu, ale muszę poprosić o to
drugie. – puścił oczko. Zaśmiałam się nerwowo i nabazgrałam numery na serwetce.
-Proszę. – podałam mu. Wstaliśmy od stolika i odprowadziłam go do
drzwi. Przytrzymał je i przybliżył się do mnie.
-Zadzwonię. Na pewno. – wyszeptał mi do ucha.
Made by Ariel ♥
Jakie słodkie!! Hahahaha pasują do siebie z tym jedzeniem ;3 i tak oto przeczytałam kolejny wasz genialny imagin! ;3
OdpowiedzUsuń@cranberry_horan
awww cudowny <33
OdpowiedzUsuńfajny :3
OdpowiedzUsuń