sobota, 12 stycznia 2013

Niall


Kolejny dzień w szurniętej pracy. Cóż, spotkał mnie pech. Zatrudniłam się w Nando’s , bo miałam nadzieję na nieustanne podjadanie ich za plecami szefa. On chyba nie ma pleców! Za każdym razem, kiedy dotknęłam tylko jedzenia z zamiarem zjedzenia go, on pojawiał się znikąd i beształ mnie. Nie zrezygnuję z tej pracy. Potrzebuję forsy na nową gitarę, a to jest najlepiej płatna praca w mieście. Z resztą tutaj ledwo mnie przyjęli.
-Spóźniłaś się! Ubieraj koszulkę, dzisiaj stoisz na kasie! – ryknął mój szef. Żegnajcie moje przysmaki! Zdążyłam się tylko obejrzeć na kuchnię, bo Morgan mnie popchała za kasę.
-Za kasę, brzydulko. – zaśmiała się złośliwie. Opanuj się. Nie zabijesz jej. Morgan dokuczała mi od początku mojej pracy tam. Nazywała mnie brzydulą albo grubaską. Ona sama wyglądała jak kościotrup.
-Idź lepiej, klienci czekają na ciebie. – mruknęłam pod nosem. Obsługiwałam kolejnych klientów z wprawą. Akurat teraz miałam przerwę, więc wymknęłam się do kuchni.
-[T.I.]! Wracaj za kasę! – usłyszałam wrzask szefa, kiedy pochłaniałam przysmak. Wystraszyłam się i wybiegłam z kuchni. Stanęłam za kasą. W lokalu był tylko jeden klient. Morgan właśnie się do niego wdzięczyła. Zgadując, to weźmie teraz od niej numer i umówią się po pracy. Morgan jednak wracała w stronę kuchni z miną zabójcy.
-Facet chce z tobą pogadać. – warknęła do mnie. Wzruszyłam ramionami. Stanęłam obok stolika.
-Chciał pan mnie o coś zapytać? Osobiście polecam danie dnia. Jest to numer trzy w menu. – uśmiechnęłam się sztucznie.
-W sumie, to chciałbym się dowiedzieć, co jadłaś, bo wygląda, że nieźle wcinałaś. – chłopak uniósł głowę, a ja zaniemówiłam. Niemożliwe. Nie tutaj. Nie teraz.
-Ja… To.. Nie… Skąd wiesz? – wyjąkałam.
-Spokojnie. Masz resztki na twarzy. – powiedział śmiejąc się. Wytarłam je szybko.
-Nie wolno mi jeść w pracy, ale polecam numer 4. Są świeże składniki i smakuje cholernie dobrze. – oblizałam usta.
-Okej. To poproszę danie numer 4. – uśmiechnął się. Poszłam do kuchni. Wyszłam zapleczem za lokal.
-O mój Boże! To Niall Horan! Aaa! – zaczęłam piszczeć i wrzeszczeć. Wróciłam i odebrałam danie, które mu zaniosłam.
-Kurczę, jak ciebie nie było, to trochę się wystraszyłem. Ktoś wywrzeszczał moje imię. Myślałem, że to fanki i chciałem uciekać. – Horan prawie płakał ze śmiechu.
-Naprawdę? Ja tam nic nie słyszałam. – byłam cała czerwona na twarzy. Odwróciłam się.
-Zostaniesz ze mną? – spytał nieśmiało chłopak, kiedy byłam przy drzwiach prowadzących do kuchni. Kiwnęłam głową i usiadłam naprzeciwko niego. Kiedy zjadł rozsiadł się wygodnie na krześle.
-Masz dobry gust. – zaśmiał się. – Gdybym tutaj płacił, poprosiłbym cię o rachunek i twój numer telefonu, ale muszę poprosić o to drugie. – puścił oczko. Zaśmiałam się nerwowo i nabazgrałam numery na serwetce.
-Proszę. – podałam mu.  Wstaliśmy od stolika i odprowadziłam go do drzwi. Przytrzymał je i przybliżył się do mnie.
-Zadzwonię. Na pewno. – wyszeptał mi do ucha.

Made by Ariel ♥

3 komentarze:

  1. cranberry_horan12 stycznia 2013 06:30

    Jakie słodkie!! Hahahaha pasują do siebie z tym jedzeniem ;3 i tak oto przeczytałam kolejny wasz genialny imagin! ;3
    @cranberry_horan

    OdpowiedzUsuń