sobota, 12 stycznia 2013

Harry cz.2


Była 3 rano, kiedy mój telefon obudził mnie. Spojrzałam na ekran. Nie znałam tego numeru.
-Halo? – odebrałam i powiedziałam sennym głosem.
-Jesteś mi potrzebna! – usłyszałam zrozpaczony krzyk. Zajęło mi parę sekund zanim rozpoznałam ten głos. To Harry!
-Założę się, że nawet nie wiesz jak ma na imię. – usłyszałam drwiący śmiech w tle.
-Harry? – zapytałam słabo.
-Tak, tak, skarbie. To ja. Możesz przyjechać? – nie czekał na odpowiedź, tylko rozłączył się. Kiedy tylko położyłam głowę na poduszce, dostałam sms-a. Wstałam i niechętnie się ubrałam. Wyszłam z pokoju.
-Gdzie idziesz? – usłyszałam gniewny głos mamy.
-Przyjaciel mnie potrzebuje. – powiedziałam bez wahania.
-Powiedz prawdę. – nalegała.
-Spotkałam swojego idola i on teraz prosi mnie o pomoc. – wyjaśniła pokrótce.
-Idź. Weź mój samochód. – powiedziała uśmiechnięta wyciągając rękę z kluczykami w moją stronę. – Goń za marzeniami. – ucałowała mnie w czoło. – Uważaj na siebie. – dodała ze łzami w oczach. Pomachałam jej i wyprowadziłam samochód z garażu. Podjechałam pod budynek, który mieścił się pod adresem z sms-a. Był to skromny domek jednorodzinny, jak każdy inny. Zanim weszłam na schodki i zdążyłam zadzwonić do drzwi, one się otworzyły. Zobaczyłam Hazzę.
-Szybko, wchodź do środka! – ponaglił mnie.
-Co chciałeś ode mnie? – powiedziałam lekko zirytowana. Wyciągnął mnie z łóżka bez powodu.
-I co, Sylvia? Nadaje się? – przede mnie wyskoczyła kobieta trzymająca puder w ręce. Zmierzyła mnie wzrokiem i usiadła na kremowej, skórzanej kanapie.
-Jest idealna. Siadaj kochanie. Jak masz na imię? – uśmiechnęła się. Usiadłam naprzeciwko niej.
-[T.I.]. – powiedziałam do Sylvi, która zaczęła się zajmować moim makijażem. – Harry, co tu się do cholery dzieje?! – powiedziałam lekko piskliwym głosem.
-To tylko na chwilkę. Nie poprosiłbym cię, ale naciskają na mnie. – zaczął tłumaczyć się.
-Kto? – zaczęłam się bać.
-Szefowie. Muszę sobie znaleźć dziewczynę na dwa-trzy tygodnie. Proszę. – powiedział błagalnym tonem i zrobił minę zbitego psiaka.
-Harry?!  - zapiszczałam jeszcze bardziej. Harry zszedł z fotela i podczołgał się do mnie na kolanach.
-Proszę. – powtórzył. – Nie daj się prosić. – dodał. Wziął moją rękę i ucałował ją.
-Nie wiem dlaczego to robię, ale niech będzie! – zgodziłam się.
-Uległaś mojemu urokowi osobistemu. – zaśmiał się Styles.
                Wbrew oczekiwaniom udawanie dziewczyny Harry’ego nie było takie trudne, ale stało się bardziej przyjemne. Codziennie znajdowałam pod swoim domem bukiet świeżych róż. Zabierał mnie do kina i spotykałam się z jego przyjaciółmi, z którymi świetnie się dogadywałam.
-Słuchaj, musimy pogadać. – powiedział, kiedy byłam u niego w domu.
-Nie ma sprawy. – uśmiechnęłam się ciepło do niego.
-Musimy się rozstać. Paparazzi załatwiłem na ósmą, wyjdziesz i zasłonisz twarz rękawem. To będzie wystarczające. – powiedział bez ogródek. Coś we mnie pękło. Siedział obok mnie taki zimny i daleki. W tym momencie chciałam po prostu złapać go za rękę. Wykrzyczeć mu prosto do ucha, że się nie zgadzam. Jednak jedyne, na co było mnie stać, to tylko łzy. Popłynęły kaskadami po mojej twarzy. – Hej, co się stało? – zapytał zdziwiony. Złapał mnie za nadgarstek, ale wyrwałam mu się i wybiegłam z domu. W amoku dojechałam cudem do domu i zamknęłam się w swoim pokoju. Usłyszałam tylko ciche pukanie.
-Odejdź! – krzyknęłam w przestrzeń.
-Mam coś na pocieszenie. Weź to, a ja już idę. Wiem, że chcesz być sama. – powiedziała mama łagodnym tonem. – Tego się bałam. – dodała ciszej. Potem usłyszałam kroki. Zeszła ze schodów. Otworzyłam drzwi i pochwyciłam łapczywym ruchem lody, które mi zostawiła. Usiadłam na łóżku i mój wzrok padł na szafkę nocną. Na niej stał wazon z różami. Różami od  niego. Moje łzy zaczęły płynąć od nowa. Dotknęłam mimowolnie płatków kwiatów.
-Dlaczego Harry? – wyłkałam cichutko. Krzyknęłam i zamaszystym ruchem zrzuciłam róże ze stolika.
                Czułam, jak ktoś gładzi mnie po włosach. Jak mama dostała się do mojego pokoju? Przecież był zamknięty na sześć spustów.
-Idź sobie, mamo. – powiedziałam ze śladem łez w głosie.
-Ja nigdy nie odejdę. Obiecuję. – usłyszałam głos Harry’ego. Otworzyłam oczy i skuliłam się pod ścianę.
-Co ty tutaj robisz?! Jak wszedłeś?! – wrzasnęłam.
-Wywarzyłem drzwi. – powiedział śmiertelnie poważny. – [T.I.], przepraszam cię za tamto. Moja sława przesłoniła mi to, co miałem najcenniejszego… miłość. Zachowałem się jak totalny dupek. – powiedział Harry patrząc mi w oczy.
-Mów dalej. – uśmiechnęłam się przebiegle i otarłam zaschnięte łzy.
-Kocham cię. Po prostu cię kocham. – powiedział nachylając się ku mnie coraz bliżej, aż pocałował mnie delikatnie. Wiedział, że to znaczyło, że mu wybaczam.

Made by Ariel ♥

2 komentarze:

  1. okej na początku Hazza zachował sie jak skurwiel ale później? kochany ;3
    INFORMUJCIE O NOWYCH.
    ;3
    @cranberry_horan

    OdpowiedzUsuń